Czego nauczyła mnie Malezja: o zatruciu, zmęczeniu i szukaniu siebie w podróży

Autorka bloga stojąca na skywalk bridge na wyspie Langkawi z widokiem na wilgotny las

Czego nauczyła mnie Malezja: o zatruciu, zmęczeniu i szukaniu siebie w podróży

Po Malezji podróżowałam jako klasyczna turystka – bez głębokiego zanurzenia w kulturę i życie mieszkańców. Mimo to, ten wyjazd przyniósł ważne lekcje i autorefleksję. Czasem wystarczy uważnie słuchać własnego ciała, by zrozumieć, że to ono opowiada najwięcej o naszym stanie – psychicznym i fizycznym.

Gdy ciało mówi „stop” – zatrucie pokarmowe i przemęczenie w Malezji

W Malezji miałam swój pierwszy moment kryzysowy i uczucie, że jestem gotowa wracać. Był to właściwie dopiero trzeci miesiąc podróży, ale przez ten czas intensywność była na tyle duża, że czułam już duże zmęczenie, zwłaszcza przemieszczaniem się. Podróżowanie z bagażem 10 kg na plecach i 7 kg z przodu, ciągłe rozpakowywanie i ponowne pakowanie potrafią być bardzo męczące. Do Malezji poleciałam z Wietnamu, gdzie byłam 3 tygodnie i był to intensywny wyjazd zarówno pod kątem fizycznym, jak i społecznym i emocjonalnym.

Drugi dzień pobytu w Kuala Lumpur okazał się przełomowy – dosłownie. W nie do końca wyjaśnionych okolicznościach dopadło mnie ostre zatrucie pokarmowe. Gorączka, dreszcze i osłabienie podczas 40-stopniowego upału, 8 tysięcy kilometrów od domu… To nie było tylko zatrucie – to był moment, kiedy ciało powiedziało „dość”.

Mimo szczerych chęci i prób oszukania własnego żołądka, malezyjskie śniadanie – które samo w sobie nie było dobrym pomysłem – w połączeniu z dziwnym smakiem suszonej ryby skończyło się zwróceniem go w całości, powrotem do hotelu i przeleżeniem na przemian ze spaniem przez cały dzień. Musiałam zrezygnować ze zwiedzania, nawet jeśli towarzyszył mi przyjaciel, z którym planowałam ten wyjazd.

Dzięki temu doświadczeniu wiem, że organizmu nie da się oszukać. Gdy nie dajesz mu odpoczynku, sam zadba o to, by go wymusić.

➡️ To było moje pierwsze i jedyne zatrucie pokarmowe w Azji, co tylko potwierdza moją intuicję – przemęczenie osłabiło odporność, przez co organizm szybko przejął patogen.

Ten epizod nauczył mnie ogromnego szacunku do własnego ciała. Zawsze staram się mieć to na uwadze, co chce mi przekazać – i tak samo wygląda moje podejście podczas konsultacji dietetycznych czy sesji jogi. Moją misją jest uświadamianie tego, co dzieje się w ciele lub z ciałem.

Zgubiłam się w mieście – szukanie spokoju w Kuala Lumpur

Nie potrafiłam się odnaleźć w tak zurbanizowanym miejscu, pełnym wieżowców i betonu. Choć każdy ma inne preferencje, ja czuję się najlepiej w chaosie Azji Południowo-Wschodniej – tym spontanicznym, kolorowym, zaskakującym.

Na szczęście znalazłam to, czego potrzebowałam – piękne wilgotne lasy, wodę i plażę z małpami. To właśnie takie otoczenie przynosi mi spokój i ukojenie.

Spędzanie czasu wśród natury ma swoje udowodnione naukowo korzyści, o których pisałam w poście: Jak radzić sobie w trudnych chwilach? Naturalne sposoby na emocjonalne jedzenie i stres

 

Parujący las deszczowy w Langkawi nad brzegiem morza
Las deszczowy las namorzynowy w Malezji, na wyspie Langkawi
Plaża w słoneczną pogodę w Langkawi

Czego mnie to nauczyło?

  • Słuchanie ciała to nie słabość, a mądrość.
  • Nie zawsze trzeba realizować plan za wszelką cenę.
  • W podróży, tak jak w życiu, warto zostawić sobie przestrzeń na zatrzymanie się.

Podczas długich samotnych podróży, myślę, że warto zatrzymać się w jednym miejscu na dłużej. Z rozmów z ludźmi podróżującymi w ten sam sposób wynika, że każdy – koniec końców – potrzebuje jakiejś stabilności, poczucia bezpieczeństwa i spokoju.

Malezja – przynajmniej ta część, którą odwiedziłam – nie zachwyciła mnie tak jak inne kraje. Ale właśnie dlatego czegoś mnie nauczyła – że nie tylko piękne widoki budują podróż, ale też momenty kryzysu, zwolnienia i refleksji.